
Placebo - Black Market Music - Recenzja - GRZESIEK KSZCZOTEK (Teraz Rock)
Placebo jak dobre wino, czym starsze, tym lepsze. Choć właściwie Brian Molko i koledzy raptem niczego nowego tu nie wymyślili. Grają dokładnie (no może prawie dokładnie) to samo co na dwóch poprzednich albumach. Kolejne piosenki, w których mamy przede wszystkim monotonny rytm i hałaśliwą gitarę. I oczywiście rzecz najważniejszą - głos Briana. Trochę w nim z dziecka, trochę z niewiasty, niewiele za to z takiego prawdziwego, mocno umięśnionego faceta. Wciąż jednak ma to swój urok. Szczególnie gdy Molko sposobem śpiewania podąża w ślad za glam rockiem z wczesnych lat siedemdziesiątych (Special K). Albo nawet gdy dzieje się tak jak w Spite & Malice, w którym to oprócz "normalnego" śpiewu głównego Placebowca mamy jeszcze głos rappera Justina Warnfielda. Szkoda tylko, że ta muzyka nie najlepiej wypada na koncercie (sprawdziłem rok temu w Roskilde). Ale może się mylę...
PS. Zapomniałem wyróżnić zamykający płytę utwór Peeping Tom. Za ten nastrój i za ten fortepian.
GRZESIEK KSZCZOTEK
Copyright by www.placebo.net.pl 112/172/273